.
Blog
Poniżej znajdziecie relacje z naszych koncertów. Ich charakter jest LUŹNY, powtarzam LUŹNY, nie chcielibyśmy nikogo urazić naszymi opowieściami.(kondi)

SPIS TREŚCI



-PREV/INDEX/NEXT-

2012.11.09

BANSKA BYSTRICA

KLUB77



THE CASUALTIES
http://www.facebook.com/TheCasualties

PEXESO
http://bandzone.cz/pexeso

ROZPOR
http://rozpor.sk/


Ha ostatni koncert przed przerwą jaki mieliśmy zagrać to gig na Słowacji. To była wyprawa która się nam na długo wryła w psychikę haha:) problemy były od samego początku. Brak auta. Nasz bus wylądował u mechanika. W ostatniej chwili udało się nam pożyczyć auto od koleżki. Całe szczęście również, że pokapowaliśmy się, że gig jest w piątek 9 listopada a nie jak sobie myśleliśmy, że 10 w sobotę:) a to wszystko dosłownie dzień przed wyjazdem...No comments...:)
Droga do Banskiej też była ciekawa:) Ogólnie Słowacja to tereny górzyste, pełno wąskich, krętych dróżek poprzez lasy.
Jadę sobie za tirem. Ten tir mija się z kolejnym tirem:) ale tak nieumiejętnie, że zderzają się lusterkami. Całe szkło ląduje na przedniej szybie naszego pożyczanego samochodu. Stres i wkurwienie dosyć spore. Na szybie i masce widać odpryski w tym dwa dosyć poważne. Całe szczęście właściciel auta jest wyrozumiały....
Po takiej przygodzie i licznych postojach:) Udało się nam wreszcie dojechać na miejsce. Tam już tłum ludzi. Można powiedzieć, że ulica jest opanowana przez punx. Koncert się jeszcze nie zaczął. W tłumie ludzi moją uwagę przykuwa pewien koleś. Cała papa wymalowana w nazwy kapel głównie polskich na rękawie malunek z naszym logo. Podbijam bo byłem przekonany, że załogant z Polski. Jak się okazuję to Słowak węgierskiego pochodzenia, który lubi Polskę:) Z gadki z nim wynikło, że nasze demo polecił mu niejaki Gustaw na jednym z czeskich festów:) Wszystko pozytywnie tylko ścięło mnie z nóg jak nowo poznany kamrat poprosił o autograf na swojej papie...Kurwa mać!!! Nie namyślając wiele, wziąłem flamaster i napisałem mu "Oi!" Jak to zobaczył to dość poważnie się zjeżył:) Spokojnie zacząłem mu tłumaczyć jakie mam podejście do takich akcji jak rozdawanie autografów i ,że w ogóle nie widzę miejsca na tego typu rzeczy w punk rocku. Punk rock to jedność a nie podział na słuchaczy i kapelę. Opowiadam mu jak gdzieś, kiedyś w sieci czy jakimś zinie przeczytałem wywiad z perkusistą Anti - Flag , który zapytany o kwestię autografów odpowiedział: " Autografy rozdzielają zostańmy razem". Piękne słowa .Mówię mu napijmy się piwa pogadajmy. Zadziałało koleś przytaknął rację:) Obym już więcej nie był nigdy proszony o tego typu rzeczy:)
Dobra, teraz sobie przejdziemy do warstwy muzycznej. Na pierwszy strzał poszła kapela Pexeso. 100% slovakia sound . Takiego punka gra się tylko na Czechach i Słowacji:) aha koleś z długimi włosami i wąsem na basie o ile mnie pamięć nie zawodzi:) po nich my. Odnotuje tylko, że był to najbardziej nie poskładany set jakiego kiedykolwiek zagraliśmy. W trakcie grania problemy z głową Gryzonia, tą od nagłośnienia gitary oczywiście:) Kilkunastominutowa, wymuszona przerwa. Dobrze, że koleś z kapeli Rozpor udzielił pomocy w postaci pożyczki głowy. Na niewiele się to zdało. Strasznie cicho było słychać gitarę. Moje pomyłki. Jakoś dokulaliśmy tego seta do końca. Po nas Rozpor. Przyznać się muszę, że byłem pod sceną dosłownie na kilku kawałkach.. Dość zróżnicowana muzyka od rege do ostrej napierdalanki. Resztę seta tej kapeli przegadałem z ludźmi. Po nich gwóźdź programu. Czyli Casualties. W ogóle nowojorczycy na tej europejskiej trasie promowali swój najnowszy album - Resistance. Co najbardziej ucieszyło w ich koncercie to to że zagrali bardzo przekrojowego seta , więc poszły w ruch stare dobre hity jak Ugly Bastard, Riot, Tomarow Belongs to Us, Punk Rock Love, Made In N.Y.C, For The Punx plus nowe kawałki. Pod sceną pogo, stage diving, upadki , circle pit, poobijane żebra i strzyknięcie w moim karku od podnoszenia pewnego pana, wydawać by się mogło wagi piórkowej:) Udany set, ale czego się można spodziewać po kapeli która non stop jest w trasie i
łoji koncerty praktycznie co dziennie. Koncert jak najbardziej udany.
Zostaliśmy jeszcze chwilę po koncercie, pokręciliśmy się i pogadali z ludźmi. Ciężko było zebrać co poniektórych no ale to norma:) w drodze powrotnej oczywiście przygoda musiała być tym razem dwie dość potężne sarny wyskoczyły mi na drogę. Dobrze, że nie jechałem szybko, nie było ślisko i w porę udało się wyhamować. To był dość ostre hamowanie, któryś pijany, śpiący pacjent spadł z fotela od tego manewru haha:) już nie pamiętam kto był tym szczęśliwcem:) Koniec końców dojechaliśmy szczęśliwie. Wyładowaliśmy ładnie sprzęt i grzecznie poszliśmy spać. Rano posprzątaliśmy samochód i oddaliśmy jak już pisałem wyrozumiałemu właścicielowi. Klasyczny , Happy End mogło by się wydawać. Nic z tych rzeczy. W okolicach środy przestało mnie strzykać w karku więc myślę, idę do kanciapy , ustawię sprzęt. Wchodzę, chce namierzyć pokrowiec z talerzami ale jakoś nie mogę go zlokalizować. Idę do drugiego pomieszczenia. Nie ma. Jeszcze jestem spokojny. Myślę sobie, ktoś sobie ze mnie jaja robi:) Krzątam się w tę i z powrotem i nie mogę nic znaleźć. Nagle dociera do mnie, że nie mam talerzy Kurwa!!!!!, nie mam całego kompletu moich talerzy!!!!! W głowie pojawiają się mi pytanie gdzie może być komplet moich talerzy!!! Dzwonie chyba z osiem razy do organizatora koncertu w Banskiej Bystricy. Nie odbiera. W drodze z kanciapy do domu staram sobie przypomnieć jak pakowałem sprzęt. Pamiętam, statywy liczyłem dwa razy. Jestem tego do dziś na 100% pewien, werbel, stopa nawet krzesło. Pomagał mi w tym Jang. Wróciłem jeszcze pod scenę i sprawdzałem czy wszystko wzięte, nie wchodziłem na nią bo kolesie z kapeli po nas się ustawiali. Talerze musiały zostać w klubie, oby nikt ich nie przygarną przez pomyłkę - pomyślałem . Dzwonię do klubu odbiera Słowak i mówi mi, że są . Kurwa kamień z serca. Mówię mu, że jutro jestem po talerze na 100%. Nie wiedziałem czym po nie pojadę kiedy i z kim, ale z pomocą Janga udało mi się dopiąć celu. To jeszcze nie koniec. Tydzień po koncercie spotykamy się w kanciapie, żeby coś pograć. Ciężko było zlokalizować głowę od paczki basowej:) Okazało się że podobnie, jak moje talerze, głowa czeka na właściciela w Klubie 77 na Słowacji hahaha No comments:)