.
Blog
Poniżej znajdziecie relacje z naszych koncertów. Ich charakter jest LUŹNY, powtarzam LUŹNY, nie chcielibyśmy nikogo urazić naszymi opowieściami.(kondi)

SPIS TREŚCI



-PREV/INDEX/NEXT-

2012.06.22

SŁOWACJA - BARDEJOV

JAZZ ROCK CAFFE



BOILING POINT
http://boilingpoint.bandcamp.com/

KITT
http://

SIN OF LILITH
http://www.myspace.com/thesinoflilith

PURPOSE
http://

KAMUFLAZ
http://bandzone.cz/kamuflazz


Dzięki chłopakom z Crusty of Core udało się nam zagrać na Słowacji w naprawdę malowniczym miasteczku, Bardejovie. Mała mieścinka jakich wiele, niby nic ciekawego dla punk'a którego teoretycznie powinien interesować tylko klub gdzie grane są koncerty:) ale ciężko było przejść obojętnie obok tych wszystkich zabytkowych budowli, wszak miasto to ma ponad 860lat. Czasu mieliśmy dużo więc sobie pozwiedzaliœmy . Najbardziej podobały mi się zabytkowe mury obronne podobno z XIV - XVI wieku. Fajne widoki można był z nich pooglądać, piwo też dobrze na nich smakowało choć było bezalkoholowe:)
Po zwiedzaniu udaliśmy się do klubu. Miejscówka jak miasteczko zajebista!!! a więc ...Wchodzisz z ulicy po schodkach w dół , na prawo w dole widzisz bar:) ale on Ciebie nie interesuje bo jesteś kierowcą:) Na lewo zakamarek ze stolikiem. Idziesz prosto. Wchodzisz do drugiego pomieszczenia . W nim ktoś ustawia sprzęt i zaraz będzie wyświetlał jakiś film. Krzesła już są przygotowane. Udajesz się do następnego pomieszczenia typu korytarzyk(dość spory) a tam distra, płyty, ziny. Idziesz kolejnym, wąskim korytarzykiem i dopiero wchodzisz na salę koncertową. Dość sporą jak na moje oko. Trzeba przyznać, że te słowackie kluby w których bywałem mają swój nie powtarzalny urok. Są inne niż w Polsce:) Okej a teraz trochę o muzyce....
Boiling Point. Ta nazwa od razu skojarzyła mi się z kawałkiem bostońskiej kapeli SS Decontrol o tym samym tytule.
To był dobry trop. Chłopaki nie biorą jeńców. Napierdalają HC/punka po linii amerykańskich kapel z lat 80. Miód dla Uszu . Szybko, krótko i na temat. Właściwie nie szybko i krótko tylko bardzo szybko i bardzo krótko. Ich kawałki trwają średnio około minuty. Nie ma czasu się wsłuchać:) Godny odnotowania jest jeszcze wokalista, który na tym koncercie wił się jak szalony. Cały czas między ludźmi pod sceną. Fundował sobie nawet wycieczki na drugi koniec sali dzierżąc mikrofon. Nie no, dla mnie rewelacja. Należy przyznać, że na żywo wypadli bardziej dziko i mięsiście niż na nagraniach których słuchałem z netu. Grało jeszcze kilka innych kapel ale już zaaferowany byłym towarzystwem i gadkami. Tak upłynęła reszta gigu do momentu w którym pokapowaliœmy się że należy opuścić lokal.
Zbieraliśmy się do wyjazdu chyba z pół nocy. Bo jeden nasz załogant, odpowiednio otumaniony promilami dorwał szafę grającą. Nie powiem, dobrze zaopatrzoną min. Ramones, The Clash. Chłopaczysko przepadło na kilka godzin i ciągle pierdoliło że "jeszcze jeden kawałek, ostatni":) nie było bata żeby go zgarnąć :) Po tych wydarzeniach miałem pewne przemyślenie. Jak następnym razem będę kierowcą, biorę termos, parzę melisę i chleje. Taki napar podobno działa kojąco na skołatane nerwy hehe:) i tym refleksyjnym akcentem, kończę wywody swe.