.
Blog
Poniżej znajdziecie relacje z naszych koncertów. Ich charakter jest LUŹNY, powtarzam LUŹNY, nie chcielibyśmy nikogo urazić naszymi opowieściami.(kondi)

SPIS TREŚCI



-PREV/INDEX/NEXT-

2016.07.01

Pieńsk - ALTER PIKNIK vol. XIV




SMZB - Chiny
https://tenzenmen.bandcamp.com/album/ten-years-rebellion

JUST WAR - Czechy
https://www.facebook.com/justwar.official/

PARAGRAF 58
https://www.facebook.com/paragraf58

ROTTEN HUMAN WASTE - Niemcy
http://www.rottenhumanwaste.de/news-from-hell/


Jak już wiadomo nagle, niespodziewanie odszedł od nas wokalista. Sytuacja ta z całą pewnością podłamała nam skrzydła. Z jednej strony materiał na album prawie cały nagrany, na chwilę obecną trzeba dograć TYLKO wokale. Z drugiej strony zabukowane koncerty, plany wydawnicze etc. więc wszystko to do czego świadomie, wspólnie dążyliśmy przez te wszystkie lata. Ostatnia prosta a niej nóż w plecy od "przyjaciela". Life is a bitch jak śpiewał Lemmy...
Nie jedną burzę mózgów przeszliśmy wewnątrz zespołu. Co dalej z naszym graniem? Czy aby nie zakończyć działalności Auschwitz Rat's? Dziesiątki pytań i po kilka różnych odpowiedzi na każde. Koniec końców uzgodniliśmy, że w pierwszej kolejności musimy spróbować poszukać nowego wokalisty. Dużo czasu , energii i serca włożyliśmy w to wszystko, żeby poddać się bez walki. Stwierdziliśmy też, że musimy dograć nadchodzące koncerty. "Wrzuciliśmy" info do sieci, że szukamy wokalisty. Odzew był naprawdę zaskoczeniem dla nas. Dosyć sporo ludzi się zgłosiło. Wybór padł na krzykacza kapeli Junk Fuck Militia z Wrocławia. Po kilku, rzeczowych rozmowach przez telefon wysłaliśmy mu teksty i ślady z naszą muzyką. Umowa od początku była prosta. Koleś śpiewa z nami tylko na nadchodzących koncertach a my cały czas szukamy kogoś na stałe. Umówiliśmy się też, że w drodze do Pieńskia spotkamy się Wrocławiu i zagramy wspólna próbę. W tym właśnie miejscu mogę przejść do "właściwej" relacji z tego wypadu. Była to droga przez mękę jak się okazało. Było to mniej więcej tak...
Wszystko zaczęło się standardowo czyli pakowanie sprzętu, ustalenie trasy i w drogę. Jechało się całkiem przyjemnie, przez jakieś ok.70km Nagle spod maski naszego busa zaczęło się dość solidnie kopcić, dym wychodził nawet do kabiny przez wlot na ogrzewanie. Jak tylko to zauważyliśmy to się zatrzymaliśmy. W okół auta unosił się smród palonego plastiku. Postanowiliśmy, że musimy udać się do mechanika. Jakoś nadspodziewanie szybko się do niego doturlaliśmy. Krótka gadka co i jak i koleś zaczął diagnozować problem. Okazało się, że jeden z wentylatorów od chłodnicy się spalił. Drugi jakoś tam zipiał ale i tak trzeba było wymienić w nim bezpiecznik bo "jakiś macher" (poprzedni właściciel busa?) totalnie spartolił instalację kabli od niego. Z lekkimi problemami udało się jakoś kupić odpowiedni bezpiecznik. Powrót do mechanika, instalacja bezpiecznika, próba czy wszystko działa i dupa wielka. Drugi wentylator nie chciał się załączyć, temperatura silnika znacznie skoczyła. Finał sytuacji taki, że drugi wentylator się spalił. W układzie chłodniczym zrobiło się ciśnienie. Strzelił wąż od układu chłodzenia, cały płyn się wylał czyli jeszcze więcej dymu i już wiedzieliśmy, że dalej nie pojedziemy. Nic nie dało się zrobić. Szczególnie, że był to piątek późnym popołudniem. Znowu burza mózgów co robić. Byliśmy blisko rezygnacji ale jednak stwierdziliśmy, że musimy spróbować znaleźć jakiś transport zastępczy. Nie było to łatwe bo piątek, wakacje i takie tam. Chyba ze dwie godziny dzwoniliśmy i pytaliśmy. Koniec końców udało się nam ogarnąć kierowce z busem. Było to możliwe tylko i wyłącznie dzięki wyrozumiałości organizatorów Alter Pikniku którzy zgodzili się pokryć koszty wynajmu busa, za co jeszcze raz wielkie dzięki! Wyruszyliśmy w drogę ok. 18. W tej sytuacji oczywistym stało się, że na próbę nie ma czasu . Zmuszeni byliśmy iść całkowicie na żywioł. Do Pieńska dotarliśmy dosłownie punkt północ. Mieliśmy jeszcze chwilkę na złapanie oddechu , rozprostowanie kości. Moim zdaniem na pewno nie był to dobry koncert w naszym wykonaniu. W naszym graniu widać było sporo nerwowości i roztargnienia wynikającej zapewne po części ze zmęczenia i braku zgrania z nowym wokalem. Po koncercie spotkałem kilku ludzi, którym się podobało i którzy wyrazili chęć zrobienia dla nas gigu w przyszłości. Nie powiem trochę mnie to podbudowało. Byli też tacy, którzy szczerze przyznali że na tym koncercie pokazaliśmy 50% swoich możliwości z czym się w 100% zgadam. Zdecydowanie jest to najbardziej przejebany okres w nasze działalności.
Ogólnie miejsce w jakim przyszło nam zagrać zrobiło na nas ogromne wrażenie. Jak się okazało było to stara, opuszczona huta szkła. Lokalny kolektyw odwalił kawał dobrej roboty. Począwszy o rozmieszczenia pomieszczeń w których było miejsce na dwa bary, scenę, kilka stoisk dystrybucji a skończywszy na odpowiednim zaadoptowaniu akustycznym, przez co wszystko dobrze było słychać. Między innymi po to człowiek gra w kapeli by wspierać takie miejsca. Może jeszcze kiedyś uda się tam zagrać byłoby super!
Kondi